Wybierz miasto
Sport Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Snooker - sport ekskluzywny i elitarny

2013-02-14

Po 20 latach Mistrzostwa Polski w snookerze ponownie we Wrocławiu! Od dzisiaj 24 najlepszych polskich zawodników będzie walczyć w mieszczącym się w galerii Sky Tower ośrodku Bandaclub o miano najlepszego snookerzysty w naszym kraju. Dodatkową atrakcją dla kibiców będzie snookerowy stół telewizyjny, na którym zobaczymy treningi, tricki, pokazowe mecze, a także pojawi się okazja, aby samemu zagrać. Wstęp na zawody jest całkowicie bezpłatny.

ZOBACZ GALERIĘ ZDJĘĆ Z OTWARCIA MISTRZOSTW POLSKI W SNOOKERZE

Tytułu mistrzowskiego broni Krzysztof Wróbel, który wziął na siebie także obowiązki organizatora turnieju. Wrocławianin to także sześciokrotny drużynowy mistrz Polski oraz wielokrotny reprezentant kraju na zawodach międzynarodowych (Mistrzostwa Świata, Mistrzostwa Europy oraz Drużynowe Mistrzostwa Europy). Rozmawialiśmy z nim m.in. o rosnącym zainteresowaniu tym sportem w Polsce oraz drodze jego kariery - od gry na zalanym piwem stole w przydrożnym pubie do meczu z największą gwiazdą światowego snookera - Ronniem O'Sullivanem.

dlaStudenta.pl: Czy snooker w Polsce uprawia więcej osób niż jeszcze 10 lat temu? Da się zauważyć wzrost popularności tej dyscypliny sportu w naszym kraju?

Krzysztof Wróbel: Oczywiście, że tak. Brytyjczycy swego czasu bardzo pilnowali snookera, nie wypuszczając go z rąk i dopiero tak naprawdę od kilkunastu lat jest on pokazywany w telewizji. W Polsce snooker jest już obecny od ponad 20 lat, cały czas się rozwija - powstały kluby, do których można przyjść i spróbować pograć, ale podejrzewam, że pod względem świadomości jest podobnie jak z innymi niszowymi dyscyplinami. Kto jeszcze kilka lat temu powiedziałby, że będziemy grać w futbol amerykański?

Czy fakt pokazywania snookera przez Eurosport to główna przyczyna rosnącego zainteresowania snookerem?

Tak. Bez telewizji sport nie istnieje. Kiedy zaangażują się media, wtedy czeka się na wyniki. Pierwszymi rezultatami, które wstrząsnęły polskim światkiem były wyczyny Kacpra Filipiaka, który na drużynowym Pucharze Świata pokonał znakomitych Szkotów Johna Higginsa i Stephena Maguire’a. Mamy też wielokrotnego mistrza świata w trikach snookerowych i bilardowych Bogdana Wołkowskiego.

Przeciętny człowiek rozróżnia snooker od bilarda?

Słowo „bilard” łączy w sobie wszystkie rodzaje gier bilardowych. Oznacza ono mniej więcej to samo co samochód, a jego odmiany to już konkretne modele aut. Snooker to np. mercedes, najpopularniejszy w Polsce pool bilard, to np. ford, który jest powszechnie znany i łatwiej sobie na niego pozwolić. Snooker jest trudniejszy, ekskluzywny i elitarny – to w nim do wygrania są największe finansowe nagrody. To król wszystkich gier bilardowych, a mistrzowie świata dostają tytuły szlacheckie. Jeśli chodzi o świadomość kibica-amatora jest jednak za pool bilardem, bo potrzeba do niego specjalnych stołów (prawie 4 na 2 metry), których w zwykłych pubach się nie znajdzie. Do jego uprawiania potrzeba więc sporo powierzchni, snooker wygrywa jednak z bilardem w Polsce pod tym względem, ze więcej ludzi uprawia go sportowo.

Skąd w ogóle wziął się snooker w pana życiu? Każdy młody chłopak marzy raczej o tym, żeby zostać piłkarzem czy siatkarzem, a pan poświęcił się sportowi w Polsce mało medialnemu, traktowanego raczej w kategoriach towarzysko-rozrywkowych i jak się okazuje, niełatwego do zarabiania.

W piłkę grałem 11 lat i to nawet na niezłym poziomie, bo w drugoligowej Ślęzie Wrocław jako młodzieżowiec, występowałem także w międzynarodowych turniejach w piłce halowej, ale nie tylko – grałem też w tenisa stołowego i szachy. Bilardem zainteresowałem się jeszcze wtedy, gdy czynnie grałem w piłkę, bo zimą często nie było warunków do grania, a ja często przesiadywałem w przydrożnym barze w Groblicach, miejscowości między Wrocławiem a Oławą, z której pochodzę. Tam na krzywym i zalanym piwem stole, na którym nierzadko ktoś siedział razem z kolegą wrzucaliśmy żeton i graliśmy partyjkę. Pewnego dnia spotkałem zawodnika z Oławy, który zaprosił mnie do tamtejszego klubu. Tam dopiero pokazali mi jak stać przy stole i jak prawidłowo uderzać. To wszystko mnie zachwyciło.

Czyli do snookera trafił pan tradycyjnie - przez pool bilarda?

Trzynaście lat temu pojechałem pewnego dnia do Wrocławia kupić sobie kij i w sklepie spotkałem człowieka, który otwierał akurat swój nowy klub bilardowy. Oprócz stołów do pool bilarda znajdowały się tam również trzy stoły do snookera i szybko okazało się, że bardziej nadaję się do tej właśnie dyscypliny. Usłyszałem, żebym od razu sprzedał świeżo zakupiony kij (a ja go kupiłem wtedy za 700 zł – dla osiemnastolatka to są przecież ogromne pieniądze) oraz żebym w ogóle nie grał w pool bilarda przez rok i skoncentrował się wyłącznie na snookerze. Po roku gry żaden z zawodników mojego ówczesnego klubu nie miał czego ze mną szukać przy stole. Tak w sumie pozostało do dziś – jest tam dwóch dobrych zawodników, ale ja zaszedłem dużo dalej, głównie dzięki temu, że uczyłem się od ludzi, którzy posiadali naprawdę profesjonalną wiedzę.

Czy można powiedzieć, że zabrakło panu tych kilkunastu lat gry i treningu w młodym wieku, żeby osiągnąć wyższy poziom i być może dojść do światowej czołówki? Najlepsi snookerzyści na świecie nierzadko zaczynają grę już w bardzo młodym wieku.

Moim zdaniem nie w tym tkwi problem. Owszem, zaczynałem dość późno, bo w wieku 18 lat, ale to też nie jest reguła, że żeby zostać wybitnym zawodnikiem trzeba grać od małego. Polski Związek Snookera istnieje od 21 lat i jeżeli zacząłbym grać od początku właśnie wtedy – w wieku 10 lat na pierwszych stołach, które trafiły do Polski z Australii to i tak wielu powiedziałoby, że to najwyższy czas, aby zacząć. Myśląc o dostaniu się do światowej elity ważniejsze jest jednak, gdzie trenujemy i jaką mamy bazę szkoleniową. W Polsce w ogóle nie mieliśmy historii tego sportu, więc siłą rzeczy nie było startu do Wielkiej Brytanii, gdzie grają w snookera od 100 lat i na jego temat wiedzą wszystko. Nasi zawodnicy jadą tam i płacą ciężkie pieniądze za to, żeby trenować z najlepszymi. Ja mam osobistą satysfakcję, że udaje mi się czasami dobić do tych zawodników – w zeszłym roku jako jedyny Polak zagrałem w trzech zawodowych turniejach fazy telewizyjnej. W German Masters, gdzie uczestniczyłem w eliminacjach, grało 32 najlepszych zawodników na świecie, a ich grę na żywo obserwuje 4 tysiące widzów.

Odczuwa pan przed takimi bardziej prestiżowymi zawodami większą tremę niż zazwyczaj?

Pewnie, że tak. Kiedy w trakcie spotkania dostaje się smsa, że w Polsce ogląda cię 370 tys. ludzi, a w całej Europie 3 miliony, to człowiek chce dać z siebie wszystko. Tylko że naprzeciwko ciebie stoi np. John Higgins i weź go tu ograj. Pewnie, że gra się z nastawieniem, żeby wygrać i podchodzi się do stołu z maksymalną koncentracją, lecz pewne rzeczy trudno przeskoczyć. Ale do tej pory jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem w tym sporcie.

Można się utrzymać w Polsce z grania w snookera?

W Polsce – bardzo ciężko. Nie mówię, że nie da się utrzymać, bo widziałem studenta, który potrafił się utrzymać za 31 zł miesięcznie, ale tak naprawdę to trudno mi to sobie wyobrazić. Nawet najlepsi zawodnicy, którzy wygrywają turnieje w kraju mogą powiedzieć, że te koszty się bilansują i po zwycięstwie w turnieju wychodzi się na zero. Każde inne miejsce powoduje, że do interesu trzeba się dołożyć.

Jak wygląda tydzień z życia snookerzysty? Ile czasu zajmują panu treningi i sama gra, ile działalność związana z prowadzeniem klubów bilardowych oraz szeroko pojętą promocję, a ile czasu zostaje na tzw. normalne życie?

Dzień jest dla mnie co najmniej o 15 godzin za krótki. Robię wiele różnych rzeczy, bo oprócz ciągłych treningów i wyjazdów zajmuję się developerską, a do tego dochodzi przecież jeszcze czas na rodzinę. Jestem wszędzie i krótko śpię, ale nie przychodzi mi to trudno, bo lubię pracować. W ciągu dnia staram się znaleźć przynajmniej kilka godzin dziennie na snookera. Szlifuję formę i staram się być jeszcze lepszym graczem. To się opłaca, bo ostatni rok był dla mnie naprawdę wspaniały i wynagrodził mi lata długich treningów.

Wspomniał pan o Higginsie, na którym położyła się cieniem afera korupcyjna. Czy w snookerze można się spotkać z mniejszymi lub większymi układami?

Takie rzeczy mają czasami miejsce tylko na jakichś turniejach amatorskich – ktoś podejdzie i powie „przegraj ze mną, co ci szkodzi, ja wyjdę z grupy i ty wyjdziesz z grupy, znamy się przecież tyle lat”. Ale coś takiego na pewno by się nie wydarzyło na turnieju rankingowym. Przykład Higginsa pokazuje jednak, że nawet najwięksi potrafią pójść za pieniądzem i sprzedać swój wynik, chociaż on tłumaczył się, mówiąc że poszedł na układ, bo groziła mu mafia i bał się o swoje życie.

W snookerze w ogóle możliwy jest doping? Zażywanie jakichś substancji, które wspomagają koncentrację?

Snooker jest sportem kwalifikowanym, nad którym czuwa Ministerstwo Sportu. Wszelkie rodzaje używek niedozwolonych w innych sportach tutaj również są zakazane, taka marihuana mogłaby już np. zadziałać uspokajająco na zawodnika. Doping w snookerze porównałbym jednak do dopingu w szachach – niby można coś zażyć, ale nie wpływa to tak bardzo na odporność organizmu i jego zdolności do wysiłku. To jednak jakieś naprawdę marginalne sytuacje – ja się z czymś takim nigdy nie spotkałem.

A zdarzają się snookerzyści na kacu? Ronnie O’Sullivan kiedyś podczas jednego z meczów w porannej sesji wyglądał na faceta, który poprzedniej nocy ewidentnie wypił zbyt dużo drinków.

Na kacu wygrałem takie turnieje, o których nawet nie chcę mówić (śmiech). Kiedyś zagrałem za kolegę w zawodach, w których w ogóle nie miałem grać. Na mistrzostwach świata na sześciu czerwonych druga drużyna Polski przegrała i nasi zawodnicy, bardzo tym faktem rozżaleni, zaprosili mnie na drinka. Tyle że w nocy zadzwonił do mnie prezydent Europejskiej Federacji Snookera i zaproponował mi wyjazd na turniej do Bangkoku. Nie mogłem przepuścić takiej okazji i musiałem szybko się spakować, bo już następnego dnia miałem tam grać pierwszy pojedynek w eliminacjach niewyspany i odczuwający skutki dnia poprzedniego.

Swego czasu niepochlebnie wypowiadał się pan o O’Sullivanie, który jest przecież największą gwiazdą światowego snookera. Skąd taka jego negatywna ocena, skoro jest to gracz najbardziej promujący ten sport na świecie – jest efektowny, szybki i świetnie się go ogląda w akcji?

Rzeczywiście tak to wygląda wśród ogółu sympatyków snookera. Ludzie lubią show, kiedy facet gra bez zastanowienia, wbije trzy bile na raz czy trafi niesamowicie trudne uderzenie. Ja jednak nie przepadam za nim z dwóch względów – pierwszym jest kultura osobista. Niejednokrotnie zachowuje się chamsko i lekceważy fanów, którzy proszą go o zwykły autograf. Ludzie stoją i na niego czekają, a on przechodzi obok i traktuje ich jak powietrze. Kiedy z nim grałem, poprosiłem go o wspólne zdjęcie, ale po meczu od razu odwrócił się i poszedł. Nie lubię też jego popisywania się – kiedy rozwiąże mu się but, to go oprze o stół i zasznuruje, tutaj ubliży sędziemu, tam zagra lewą ręką. Dla mnie snooker wiąże się z olbrzymią kulturą, dlatego lubię zawodników, którzy potrafią zachować klasę i przy stole, i poza stołem. Co do jego umiejętności snookerowych oczywiście nie mam najmniejszych zastrzeżeń – jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym graczem na świecie.

Oglądając transmisje ze sportów, które nie są uprawiane masowo, jak np. skoki narciarskie czy biathlon da się zauważyć, że zawodnicy tworzą w nich pewną społeczność, gdzie każdy się zna. Czy ci gracze z topu są raczej życzliwi czy jednak dają odczuć, że jest się tylko mistrzem Polski?

Czułem tę społeczność na zawodach rangi międzynarodowej, gdzie wszyscy snookerzyści razem jedzą posiłki czy uczestniczą w konferencjach. Nawet najlepsi jak O’Sullivan, Stephen Hendry czy Steve Davis doskonale wiedzą, kim jest Krzysztof Wróbel. Jestem od nich zawodnikiem słabszym, ale wiele razy graliśmy na tych samych turniejach i jeśli widzą kogoś kilkanaście razy w roku, to na pewno go kojarzą. Owszem, niektórzy zawodnicy nigdy nie wyciągną ręki na powitanie jako pierwsi jak np. Mark Williams czy będą udawać, że nie pamiętają kogoś, z kim kiedyś grali, ale są też bardzo sympatyczni i koleżeńscy snookerzyści jak chociażby Maguire, Higgins czy Mark Selby, z którym to zagrało się raz, a on pamięta detale, jak wyglądały konkretne frejmy.

Jak wysoki jest koszt sprowadzenia takich gwiazd na turniej pokazowy do Polski? Trzeba ich kusić sporymi honorariami czy ktoś chętnie przyjedzie za względnie małe pieniądze, bo zagrał z kilkoma polskimi zawodnikami i po prostu kojarzy środowisko?

Jest różnie. Są osoby, które przyjadą tylko za pieniądze jak O’Sullivan czy Hendry, ale to zrozumiałe, bo w końcu są gwiazdami z najwyższej półki. Są też jednak zawodnicy, którym zależy na swojej promocji – swego czasu Selby przyjechał do Polski za naprawdę niewielką kwotę, choć dzisiaj pewnie wziąłby trochę więcej (śmiech). W czołowej pięćdziesiątce rankingu znalazłoby się kilku naprawdę przyzwoitych zawodników, którzy nawet za samo opłacenie biletów lotniczych i zakwaterowania przyjadą pokazać kawał dobrego snookera.

Myśli pan, że snooker niedługo przestanie być wewnętrzną sprawą Brytyjczyków i ten sport czeka najazd Azjatów? Podobno w Chinach z każdym dniem zdobywa sobie coraz większą popularność.

W przyszłości może tak się stać, bo snooker rozpowszechnia się na coraz to nowe kraje. Nie ma tu żadnych uwarunkowań, że Anglicy zawsze będą najlepsi, bo to zależy od popularności w danym kraju oraz systemu szkoleniowego. Podejrzewam, że Azja będzie niedługo rządziła, bo snooker to bardzo precyzyjny i manualny sport, o którym trzeba szczerze powiedzieć, że można go wypracować. Może się skończyć tak jak w tenisie stołowym.

A samą formę snookera mogą czekać jakie większe zmiany? Odejście od elitarności, wprowadzenie dowolnych strojów zamiast galowego uniformu?

O to akurat jestem spokojny. Jakieś kosmetyczne zmiany pewnie nastąpią, ale myślę, że snooker jeszcze przez długi czas pozostanie takim, jakim jest. Promocja na świecie pozostanie promocją, ale pewne rzeczy nie mogą się zmieniać.

Rozmawiali:
Jerzy Ślusarski (jerzy.slusarski@dlastudenta.pl)
Michał Przechera (michal.przechera@dlastudenta.pl) 

GALERIA ZDJĘĆ: Otwarcie mistrzostw Polski w snookerze (23)
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

Brak komentarzy.

 
BLOK PROMOWANY
Masz cerę zanieczyszczoną i skłonną do przetłuszczania?Weź udział w konkursie i wypróbuj serię oczyszczanie liście manuka.
video
FB dlaMaturzysty.pl reklama