Wybierz miasto
Sport Logowanie / Rejestracja
Znajdujesz się w ogólnopolskim wydaniu.

Smuda jak saper (komentarz)

2011-03-31

KOMENTARZ
Dwa kolejne mecze polskiej kadry za nami i po raz kolejny mieliśmy okazję zobaczyć z jaką radością i łatwością wszelkiej maści znawcy wylewają wiadro pomyj na naszą reprezentację. Po meczu z Litwą wszystkie psy zerwały się z łańcucha, całkiem zresztą słusznie, ale nie popieram ich entuzjazmu. Mecz z Grecją z kolei założył szczekaczom kaganiec, ale wiele optymizmu malkontentom nie przyniósł. W polskim bagienku więc bez zmian, ale chyba da się w powietrzu wyczuć delikatny powiew zmiany na lepsze.

Na wstępie należy jednak zadać pytanie czy niektórych kibiców i znawców polskiego futbolu da się w ogóle zadowolić. Czasem przyglądając się atmosferze wokół przygotowań naszej reprezentacji do Euro 2012 mam wrażenie, że Franciszek Smuda nie dostał roli selekcjonera, który ma przygotować drużynę do najważniejszego w jej historii (tu bym dyskutował) turnieju czy przypadkiem nie otrzymał etatu sapera w Afganistanie. Czego piłkarze Smudy nie zrobią – jest źle. Szkoda, że nikt nie widzi, że ciągła krytyka tylko naszym piłkarzom pęta nogi, ale niestety – większości przecież kultury nie nauczę. Wczoraj być widać gołym okiem, że w sytuacjach podbramkowych naszym brakowało luzu, wiele rzeczy chcieli zrobić na siłę i za wszelką cenę, bo dziennikarzyny znowu będą odliczać minuty i godziny bez goli.

Mecz z Litwą przegraliśmy z kretesem, ale po tym spotkaniu byłem mimo wszystko optymistycznie nastawiony. W ofensywie nasza gra nie wyglądała aż tak źle, natomiast – jak zwykle – tragedia działa się w bloku obronnym. Na całe szczęście Franciszek Smuda poszedł po rozum do głowy i zrezygnował – miejmy nadzieję – na dłuższy czas z usług Kamila Glika, który w Serie A ma podobną średnią błędów na mecz, co w reprezentacji. Pomysłem wziętym z kosmosu okazał się również Sebastian Małkowski, ale to chyba i tak lepsze rozwiązanie niż Wojciech Kaczmarek. Za dobór personalny i ustawienie bloku defensywnego Smudzie należy się dwója, ale to, że popularny Franz wybitnym specjalistą od taktyki i gry defensywnej nie jest wiemy nie od dziś. Ale to wcale nie usprawiedliwia go, jeżeli w obronie wystawia patałachów.

Jak już jesteśmy przy patałachach – reprezentacyjną karierę zakończył Michał Żewłakow i powinniśmy być wdzięczni niebiosom za ten dar, bo dzięki tej decyzji doznaliśmy momentalnego wzmocnienia bloku defensywnego. To jak wyglądała gra bloku obronnego „Żewłakow + ktoś młody zdolny, kto będzie za starego biegał” mieliśmy okazję widzieć przez całą kadencję Smudy i kawał kadencji Beenhakkera. Po raz ostatni mogliśmy nacieszyć oczy statycznością Żewłaka oglądając bezpośrednią relację z Pireusu, za którą wybitny reprezentant Polski nie bardzo nadążał, czemu dał wyraz w 41. minucie spotkania. Na tle Żewłakowa w meczu z Grecją i Glika w meczu z Litwą świetnie wypadł wiecznie popełniający błędy Głowacki, a to już o czymś świadczy. Co do reszty obrony – zaskoczył mnie bardzo pozytywnie Maciej Sadlok, który już w meczu z Grecją odnajdował się nawet w akcjach ofensywnych (a przecież to urodzony stoper) i, o zgrozo, częściej atakował niż Łukasz Piszczek. Były napastnik. Kiedy przypominałem sobie ten fakt i łączyłem z wczorajszą grą (ponoć) asa z Dortmundu, to łapałem się za głowę, bo gra w ofensywie Piszczka ograniczała się do dalekich wybić. Ale przecież nie można mieć wszystkiego, skoro raz w roku budzi się Sadlok, to się Piszczkowi może przysnąć.

Widać, że długi sen zimowy nie służy Rafałowi Murawskiemu, który na zimę zbudował spory zapas wagowy i żal mu się z nim rozstawać. A z takim balastem wiadomo – biegać się nie chce, a jak już się biegnie to szybciej z górki niż pod górkę. Biedny Murawski w obu meczach miał niestety pod górkę i dopóki jakoś się nie ogarnie, powinien zapomnieć o meczach w reprezentacji i pewnie o jedzeniu w swoich ulubionych kanjpach. Na szczęście miał równie drewnianego kolegę w postaci Dariusza Dudki, o którego mógł się oprzeć, gdy dopadła go zadyszka. Na całe szczęście Dudka w obu spotkaniach przyjął wariant ekonomiczny – co prawda niczego nie spartolił, ale jakiegoś wybitnego podania do przodu też nie można mu przypisać.

Z tych którzy wyszli na minus dodałbym jeszcze Ludovica Obraniaka, który stał się Polakiem w stu   procentach – to znaczy gra wolno i przewidywalnie i nawet grzeje ławę w klubie jak Polak. Ludo – jesteś swój chłop, naprawdę. Na swoim poziomie głupoty pomimo transferu na saksy pozostał także Sławomir Peszko, który prawie dokonał sztuki niemożliwej i meczu towarzyskim zarobił czerwoną kartkę i zanotował rekordową liczbę strat.

Do pozytywów marcowej eskapady na pewno można zaliczyć grę do przodu – nawet w meczu z Litwą mieliśmy sytuację, ale powinniśmy się również przyzwyczaić, że mamy w ataku Roberta Lewandowskiego, który snajperem nigdy nie będzie. Lewandowski ma to do siebie, że jest świetnym napastnikiem, podejmuje niekonwencjonalne decyzje i umie sobie tworzyć sytuację, ale właśnie dzięki tym przymiotom nie jest i nie będzie snajperem, bo to się zazwyczaj wyklucza. Istnieje po prostu taki typ napastnika, który ciężko scharakteryzować – wystarczy sobie przypomnieć kilka goli Lewego dla reprezentacji zdobytych z dystansu. Ot, po prostu Inzaghi czy Frankowski z niego nie będzie, stąd tak klasycznie zmarnowane sytuacje, jak choćby ta w meczu z Grecją, kiedy mając przed sobą tylko bramkarza kolejny as z Dortmundu nie wiedział co zrobić.

Plusem jest to, że te sytuacje Lewandowski miał, więc umiał je sobie stworzyć albo – co jeszcze lepsze – ktoś je umiał stworzyć. O ile w Kownie Jakub Błaszczykowski był cieniem samego siebie, to już w Pireusie przeszedł cudowną metamorfozę i grał jak za najlepszych lat. Jako nieporozumienie traktuję grę wspomnianego już Peszki, obecność Michała Kucharczyka czy Rogera, ale przynajmniej chłopaki Grecję zwiedzili – chociaż polski Brazylijczyk ma to na co dzień. Franciszek Smuda powinien przestać bawić się w jednoosobowe biuro podróży, a zacząć sprawdzać piłkarzy z prawdziwego zdarzenia. Strzałem w dziesiątkę okazał się Sandomierski i chyba na grupie z nim, Fabiańskim, Szczęsnym i Tytoniem należałoby zamknąć rozdział pod tytułem „Łapanka na bramkarza”.

Za dużo w grze, selekcji i atmosferze wokół kadry bałaganu, ale jeżeli porówna się to wszystko z początkami kadry Smudy, zaczyna to mieć ręce i nogi. Wydaje mi się, że z tego chaosu powoli zaczyna się coś rodzić, a nie należę raczej do niepoprawnych optymistów. Uważam, że marcowy sprawdzian reprezentacja Polski zdała. Zabrakło nam zwycięstwa z Grecją, a było ono dosłownie na wyciągnięcie ręki, może nawet mieliśmy odrobinę pecha. Na zakończenie powtórzę to co tłukę od jakiegoś czasu – to są mecze towarzyskie, szczęście i wyniki musimy mieć w czerwcu 2012 roku.

Jakub Filipowski

fot. DaF

Ciekawe artykuły
Dodaj do:
  • Wykop
  • Flaker
  • Elefanta
  • Gwar
  • Delicious
  • Facebook
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • Google
  • Yahoo
Komentarzedodaj komentarz

Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.

  • Najgorsza reprezentacja od 1986 roku [0].....i nic tego faktu nie zmnieni.W sumie to się cieszę bo po ME 2012 wymiotą cały PZPN razem z ,,Francem",Grzesiem Latem i innym betonem......łał żelbetonem.Nie ma takiej opcji że wyjdziemy z grupy c...

    2011-04-15, 11:09:36
    kowal727
  • Smuda i spóła [0]Sporo w tym racji, ale na Smude nie ma co narzekać. Będzie dobrze Smuda w końcu pozbył się starszych zawodników i wprowadza zdolnych chłopaków jak Peszko, Błaszczyk, Matuszczyk, Boenisch, Lewandowski,...

    2011-03-31, 18:38:31
    zelu
Zobacz wszystkie wypowiedzi
FB dlaMaturzysty.pl reklama